Jeżeli grupka fanatyków religijnych potrafi zablokować działanie świeckiego państwa, na dodatek wbrew opinii Kościoła i harcerzy (to oni w dobrej wierze postawili krzyż, nie agresywne "mohery") to jest źle.

Polecam komentarz apb. Życińskiego.

13 komentarzy

To idź do przebieralni.... Niesamowite. A może lepiej w przebieralni niż do morza...?

2 komentarze

Dwa miesiące temu (1 kwietnia) postanowiłem wesprzeć rodzimy rynek muzyczny i kupić 2 płyty zespołu Carrion. Wybór padł na sklep Stereo.pl, ponieważ dostępna była zarówno poprzednia, wydana w 2007 roku płyta (z terminem realizacji do 23 dni roboczych), jak również w przedsprzedaży nowa płyta, która miała być dostępna w ciągu 3 dni od premiery (8 kwietnia). Zamówienie zrobione, pieniądze przelane od ręki, czekam na CDki.

12 kwietnia obie płytki są "w trakcie realizacji" - kurczę, nowa miała już być. Idzie mail, szybka i miła odpowiedź o problemach logistycznych i zapewnienie, że wszystko będzie ok. No to ok. ;) 27 kwietnia kolejny mail - minęły 23 dni robocze. Odpowiedź już nie jest tak miła, zwykłe:

zamówienie, ze względu na swoją trudno dostępność, zostanie wysłane z początkiem maja.

No trudno, tyle czekałem, poczekam jeszcze trochę. Długo nie musiałem czekać, 1 maja (w święto?) w przychodzi mail, że zapasy zostały wyczerpane (nowej płyty także? :o ), zamówienie zostało anulowane i czy może zechciałbym za wpłacone pieniądze kupić coś innego. Jasne że nie chcę. Sprawdzam opinię sklepu na Opineo - ups, no to się w...robiłem. Mądra Małpa po szkodzie - płyty zamawiam w Amazonka.pl (opinie na Opineo b. dobre ;), płytki dojeżdżają do mnie 5 maja), a Stereo.pl proszę o zwrot środków. Na pytanie, kiedy je otrzymam dostaje 4 maja odpowiedź:

w przeciągu 5 dni roboczych.

11 maja (minęło 6 dni roboczych) piszę maila - tym razem brak odpowiedzi. Za to 13 maja dostaje automatycznego maila, że właśnie przygotowano zwrot i powinienem poczekać do 5 dni roboczych... Znowu? Jestem zły, dlatego jeszcze 5 dnia roboczego (19 maja), po księgowaniach w banku piszę maila - odpowiedź z lekka bezczelna:

"Zaksięgowanie zwrotu może potrwać do 5 dni roboczych."
jeżeli do jutra nie otrzyma Pan zwrotu środków na konto, proszę o kontakt.

Na maila wysłanego następnego dnia oczywiście nie dostaję odpowiedzi. 25 maja dzwonię, pan przy telefonie jest bardzo zdziwiony, obiecuje sprawdzić i oddzwonić w ciągu godziny. Ponieważ nie oddzwania, 27 maja kolejny mail (brak odpowiedzi), więc 28 maja kolejny telefon. Tym razem dowiaduję się, że przelewy ze zwrotami wyszły "wczoraj wieczorem i na pewno dziś będą". Jasne, jasne. ;) Pieniądze oczywiście nie dotarły, ale czekam - może 5 dni roboczych od tego "wczoraj wieczorem"? Proszę, mam rację, zwrot dociera 2 czerwca!

Problemy z dostawą płyt - oczywiście mogły się zdarzyć. Ale czemu obsługa klienta działa "na odczep się pan", niczym w czasach socjalizmu (którego mam szczęście tylko trochę pamiętać ;) ). Nadzieją na wyższą jakość obsługi (lub upadek niereformowalnych ;) ) są platformy wymiany opinii (jak właśnie Opineo.pl - powyższe spowodowało, że będę korzystać z nich tak naturalnie, jak oczywistym jest sprawdzenie pozytywnych opinii o kontrahencie na Allegro. ;)

1 komentarz

+6 do literek przed nazwiskiem! :D

7 komentarzy

... w życiu (oby ;) ). Teraz tylko skończenie dyplomu i obrona. Dziwnie jakoś.

5 komentarzy

Ruszyła strona Kortowiady 2009. Oprócz tego, że korelacja między zaprezentowanymi zespołami, a zespołami twierdzącymi na swoich stronach, że będą nie jest 100%, nie jest źle. Zabawa jak zawsze będzie przednia. Pytanie tylko, jak szybko uda się dojechać do Olsztyna. ;) I czy faktycznie na Prawie i Administracji wygra koszulka z otwieraczem, czy też może krecik lub kruczek. :D

Inna sprawa, to tzw. Technikalia 2009, czyli byłe Neptunalia, były Students' Coalition Festival, czyli juwenalia Politechniki Gdańskiej, o których wiadomo tyle, co nic. Oczywiście strona, składająca się z 1 obrazka, który się rozjeżdża na moim monitorze (ah, ta duża rozdzielczość!) może być złym początkiem dobrych nowin, ale jakoś wątpię. Wszelkie nadzieje w imprezie wydziałowej ETI i EiA.

A tymczasem idę położyć się i słuchać znowu "Controlling Crowds". ;)

3 komentarze

Po dłuuuugim oczekiwaniu (przesunięcie premiery, ględzenie w empiku, że dystrybutor zrobił to ponownie i zdobycie wreszcie płyty prawie że spod lady w Kolporterze) mogłem wreszcie się zasłuchać. I moim zdaniem warto. Po pierwszym odsłuchaniu przede wszystkim świetne wydają się "Bullets" (i ten teledysk...) i "Collapse/Collide". Wbrew wielu krytycznym opiniom (na forum fanów padło wręcz określenie zapchajdziury) spodobało mi się tez "Whore".

Ogólnie odniosłem wrażenie co większość tych, którzy mogli posłuchać płyty wcześniej: płyta jest bardzo dobra, lecz lekko słabsza niż "Lights". Za to na pewno znacznie bardziej przekrojowa - od hiphopu po "Bullets". Jest po prostu Archive'owa. ;)

A teraz czas na drugie odsłuchanie i okrycie kolejnych smaczków... ;)

4 komentarze

Wchodzę na wp.pl, na głównej rzuca mi się w oczy artykuł "Jak całkują gwiazdy". Eh, to tylko "jak całują"... ;)

4 komentarze

"Again" by Archive (po starannym namyśle ;) ) jako 100 000 zascroblowany utwór na laście. Tak q pamięci. ;)

3 komentarze
...w skondensowanej postaci - czyli miniblog. Podziękowania dla Sparrowa za przywrócenie mojego minibloga - okazuje się, że usunięcie tej kategorii skutkuje jej permanentną stratą (a raczej jej "specjalnych" właściwości). :)
2 komentarze

Dzisiaj zaraz po wejściu do Carrefoura napadło na mnie stoisko z bombkami i łańcuchami choinkowymi. Dobrze, że byłem przygotowany, bo już w poniedziałek pewna margaryna reklamowała się wypiekiem ciastek w kształcie choinek. Czy mi się tylko wydaje, czy w zeszłym roku szał rozpoczął się dopiero tydzień po Wszystkich Świętych?

PS. Jeśli zaś chodzi o Wszystkich Świętych, udało mi się wreszcie przebrać i wrzucić zdjęcia. :)

7 komentarzy

Przy okazji przesuwania półki celem przełączenia kilku kabli, trafiłem na kilka (jakże cennych! ;) ) reliktów.
Cennik z lokalnego sklepu komputerowego z 2005 roku:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

...i poświadczenie, że stary pryk już ze mnie :D :

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
(nagłówek okolicznościowego dodatku do lokalnej Wybiórczej)

Ah, te wspomnienia! ;D

3 komentarze

Po (bardzo długim) namyśle pożegnałem się z Histmagiem. Szkoda było po ponad 6 latach stażu jako współpracownik i już za kilka dni mijających 6 latach stażu jako redaktor. Ale świat idzie naprzód, trzeba za nim nadążać i dać szansę innym. ;)

(wpis o charakterze pamiątkowym ;) )

2 komentarze

O zmianie serwera Jabbera (ze swoją drogą bardzo stabilnego TASKu) myślałem od początku lipca, kiedy po "akcie zapomnienia" ;) straciłem archiwum rozmów. Tym samym narzuciły się dwa rozwiązania, dzięki którym możliwe jest przechowywanie historii rozmów na serwerze: gTalk na moim koncie Gmailowym i jabster.pl.

Od razu wyjaśnę, że wymagana przez gTalk autoryzacja (przed rozpoczęciem rozmowy czy pobraniem vCard), ma dla mnie tyle samo plusów co minusów - wszystko zależy od sytuacji. Zasadniczo trudno o inne różnice między gTalkiem a "zwykłym" Jabberem (patrz notka Michała Górnego na ten temat).

W każdym razie pierwszy pomysł dość szybko upadł: co prawda można używać dodatkowych nazw użytkownika Google jako JIDów (zależało mi na czymś mniej oficjalnym niż podstawowy adres mailowy), to i tak do rostera dodawał się adres z podstawową nazwą Google. Na dodatek moje ulubione nazwy są albo za krótkie albo zajęte. ;) Przypomniałem więc sobie o pomyśle zintegrowania JIDa z domeną. To w tej chwili (teoretycznie) szybko i prosto możliwe jest poprzez Google Apps i Dreamhosta. Ponieważ Dreamhost jest płatny, postanowiłem najpierw sprawdzić rozwiązanie darmowe. ;)

Pierwszą rzeczą, która mi się nie spodobała, była konieczność nowego konta Google, na dodatek znacznie mniej funkcjonalnego (to samo czekało mnie przy jabsterze). OK, zatem nowe konto pocztowe będzie tylko "lepszym" aliasem (w sumie i tak ten adres był aliasem). Teraz czas poprawić DNSy... i tu pierwsza niespodzianka. Zarówno help Googla jak i kilka radosnych wpisów na Joggerze twierdzi, że trzeba wpisać te 6 wpisów MX i po 5 wpisów SRV. No i oczywiście nieprawda, bo na home.pl mieszczą się tylko 4 adresy serwerów pocztowych i po 3 SRV. I działa. ;) Fakt, że ograniczenie mi się nie spodobało i przeniosłem się całkowicie na freeDNS.

Za chwilę kolejny zonk - "działa" to zdecydowanie za dużo powiedziane. Nie widzi jabstera i jabber.gda.pl, a tam dużo znajomych. Help Google'a oczywiście milczy, ale spod "zwykłego" konta gTalka widać i jabstera i jabber.gda.pl. Na jednym joggerze znalazłem, że ktoś też ma problem z jabsterem, na innym że z jogger botem, a na trzecim, że jeśli coś komuś nie działa, to kwestia konfiguracji.

A miało być tak pięknie
Miało nie wiać w oczy nam

za: happysad, "Wszystko jedno"

;) Rozwiązaniem okazało się dodanie kolejnych rekordów SRV:

_xmpp-client._tcp

Wg instrukcji oczywiście 5 wpisów. ;) Huh, działa! Widzę wizytówki innych, a inni mojej nie, haha! ];-> Hm, może to i dobrze, bo w wizytówce można zaktualizować tylko "full name", reszty nie zapisuje. Nie chce mi się sprawdzać, czy prawdziwy gTalk już to umie, Google mówi, że będzie...

Na koniec jeszcze walka z joggerem, który wywalił wpis o mojej domenie (chyba przez te zmieny w DNSach?) i nie bardzo chciał ją przywrócić. Ale jest już ok. A z ostateczną oceną, czy zostaję na Google Apps poczekam jeszcze trochę, na razie i tak nie chcę męczyć znajomych kolejną prośbę o autoryzację. ;)

2 komentarze

Siedzę i marudzę. Bo zapomniałem, że jutro święto. Przesyłka nie dojdzie. Przelew nie pójdzie. Ogólnie ble. I nagle wiem, o czym nie wspomniałem w relacji z Mazur. ;)

W Mikołajkach Siostra podrzuciła mi "Naj" z artykułem na temat marudzenia. Że nie można budzić się z myślą "jaki ciężki dzień przede mną" czy wygłaszać w czasie ulewy "jak zimno i mokro!". I nie wiem czemu, kiedy korzystałem z porad, wszyscy co najmniej dziwnie się na mnie patrzyli. Czyżby "Wczoraj byłem w pasjonującym miejscu. Wiecie gdzie?" bądź (w czasie deszczu) "ah! Jak pięknie pachnie!" nie są jednak takie idealne? ;D

PS. Kilka widoczków z Mazur ;)

10 komentarzy

sobota, 02.08.2008: dojazd

Czym byłby porządny rejs po Mazurach bez dotarcia na miejsce, które jest warto wspomnieć? Nudą. ;) Hołdując tej zasadzie pojawiliśmy się w Giżycku nie wiedząc dokładnie, gdzie dalej się udać. Jako że z drugą częścią uczestników wyjazdu umówiliśmy się "pod Biedronką" poznaliśmy wszystkie Biedronki Giżycka (łącznie ze spaloną), aby w końcu spotkać się całkiem niedaleko dworca PKP. Wsiedliśmy w busa do Wilkas. Pamiętając jednak, że czekamy jeszcze na Pawła (któremu PKP spłatało figla i uszkodziło trakcję) bystro pomyliłem AZS COS Wilkasy z COS Giżycko. :) Do Wilkas dojechaliśmy stopem. Na miejscu oczywiście jachty (mimo sporego spóźnienia) nie były gotowe, więc poszliśmy integrować się. :)

niedziela, 03.08.2008: papierzaki

Po wyśmianiu naszego drugiego jachtu, który wypływając (z obijaczami na burtach) skosił wszystkie możliwe cumy, także postanowiliśmy opuścić port. Powtórzyliśmy manewr koszenia bojek, wylaliśmy trochę benzyny przez nieszczelny korek silnika i wypłynęliśmy na Niegocin. Spokojny dzień przerywało tylko szkolenie oczka na żeglarza i czasem okrzyki, gdy załoga nie wiedziała czym jest bom, a czym miecz. Na noc spłynęliśmy do niewielkiej zatoczki na krańcu Jagodnego, której brzeg okazał się zarośnięty "papierzakami". ;) Nasza próba przeprawy do pobliskiej wioski zakończyła się stratą jednego z manowcowych japonków oraz wielką ilością ugryzień przez komary. Na szczęście Sabatowi i spółce udało się upolować piwo i kiełbasę, dzięki czemu śpiewaliśmy przy ognisku do późnej nocy, zaś oczek uratował odpływającą miskę z brudnymi naczyniami. ;)

poniedziałek, 04.08.2008: szkwalik

Spokojne spłynięcie do kanałów nie zapowiadało ciężkiego dnia. Chcieliśmy - z braku jedzenia na jachcie - dopłynąć jak najszybciej do Mikołajek. Niestety, na Tałtach zaczęła nas gonić burza, a nam oczywiście nie chciał odpalić silnik. Po kilku minutach burza była już obok nas i wtedy wydarzyło się kilka rzeczy na raz. ;) Przede wszystkim odpalił silnik ;), burza zaczęła wyrywać grota (bo lazy jacka nie było...), jacht przechyliło, spływający razem z nami inny jacht będący 5m od nas zniknął z pola widzenia. Po chwili byliśmy już przechyleni na 2 burtę, Podol wiosłował cały zanurzony w wodzie, a jeszcze chwilę później wyrzuciło nas na plażę. Moje chronienie dziobu skończyło się raną ciętą stopy (dzięki czemu Dorota przestała bać się cudzej krwi ;) ), ale szczęśliwie dobiliśmy. :) Gorzej, że skończył się dobry wiatr, a nam benzyna, przez co do Mikołajek dotarliśmy dopiero późnym wieczorem, wpadając po drodze na mieliznę, w trzciny i będąc ciągnięci pod mostami. Ze względu na zbliżająca się kolejną burzę szybko spłynęliśmy na pagajach do portu w Mikołajkach, gdzie bosman - po ujrzeniu 6 głodnych studentów na napędzie ręcznym - pozwolił nam cumować na rezerwacji. :)

wtorek, 05.08.2008: twoja stara rzuca kotwicę w Mikołajkach!

Ze względu na wysoką opłatę portową w porcie i złą pogodę, postanowiliśmy się tylko przecumować do kei. A tam niespodzianka: radosna pani opieprza wszystkich, którzy w okolicy jej motorówki (raczej starej i brzydkiej) cumują bez kotwicy. Po zjechaniu pani poszliśmy do lekarza, gdzie dowiedziałem się, że jeśli chcę sobie zszyć ranę, to mogę jechać do Mrągowa lub Giżycka. Nie chciałem. ;) Wieczorem - korzystając z chwilowego przejaśnienia - poszliśmy na pierogi - było smakowo!

środa, 06.08.2008: nuuuuda! ;)

Wyruszyliśmy na północ. Cały dzień ładnie wiało, nic się nie działo - słowem nuda! Ileż można się opalać. ;) Dopiero wieczorem, gdy przycumowaliśmy już na Płw. Kula, dowiedzieliśmy się, że drugi jacht zamierza stanąć po drugiej stronie zatoki, gdyż mają nowych znajomych. Ponieważ nie bardzo mogłem tam iść, strzeliliśmy grupowego focha ;), zaś moja dzielna załoga udała się po piwo do odległego o ok 4km Rydzewa. Na szczęście leśne bagno ich nie pochłonęło (ani kolejnego japonka!), spędziliśmy więc całkiem miły wieczór. :)

czwartek, 07.08.2008: Sztynort

Kolejny spokojny dzień. Dobry wiatr, zatem udało nam się spokojnie dopłynąć do Sztynortu w sam raz na koncert... który okazał się klapą. ;) Jakieś przyśpiewki o flądrze i śledziu, wszystko w tym samym rytmie. A ludzie się bawili - dziwni jacyś. ;) Na szczęście potem objawiła się radosna grupa ze Śląska, która do późnej nocy grała i pozwalała wszystkim chętnym śpiewać i bawić się w rytm szant. Podobnoż gitarzysta był bardzo pociągający - po numer zgłaszajcie się do damskiej części mojej załogi. :P ;)

piątek, 08.08.2008: nocna wyprawa

Po wypłynięciu ze Sztynortu powitał nas na Kisajnie mocny wiatr. Halsowaliśmy aż po Dargin, Dorota opalająca się z przodu była cała mokra od pryskającej wody. Na szczęście wszyscy już wiedzieli, ile nasz jacht może się przechylić, więc świetnie się bawiliśmy. Wraz ze słabnącym wiatrem spłynęliśmy do Kanału Giżyckiego, gdzie udało nam się przepłynąć most obrotowy i zacumować, gdy potężnie lunęło. Kiedy na moment przejaśniło się, udaliśmy się na smaczną (i zapychającą) pizzę. Po zjedzeniu pizzy zrobiło się już dość ciemno, ale załoga postanowiła jeszcze tego samego dnia spłynąć do Wilkas. Postanowiliśmy zrobić to na silniku, jednak oczywiście w połowie drogi skończyła się benzyna, a że płynęliśmy pod wiatr zdecydowaliśmy się jednak cofnąć do portu LOKu w Giżycku. Omijanie po ciemku mielizn i wyprowadzonych daleko w jezioro sieci rybackich to pasjonujące zajęcie. ;)

sobota, 09.08.2008: powrót

Wczesna pobudka i wypłynięcie na żaglach do Wilkas. Tuż koło portu wiatr tak osłabł, że wpłynęliśmy dumnie na pagajach, dzięki czemu tym razem nie wzbudziliśmy nadmiernej ciekawości. Szybkie śniadanie, sprzątanie jachtu, przekazanie bosmanowi dłuuuugiej listy usterek (w tym rozpadający się rolfok, brak jednej cumy podczas gdy druga jest za krótka, skręcający samoczynnie silnik...). Zabraliśmy się na autobus. Udało nam się wsiąść w PKSa, którego strasznie gburowaty kierowca dowiózł nas na dworzec PKP w Giżycku.Tam zostawiliśmy oczka. Reszta została wysadzona po drodze lub zapakowana do odpowiednich pociągów w Olsztynie.

Na koniec...

Jeszcze raz dzięki wszystkim za udział. Mam nadzieję, że spotkamy się na jachcie także za rok. Zaś innych ostrzegam przez czarterem z AZS Wilkasy - jesteśmy zdecydowanie na nie. ;)

4 komentarze

[ja] nic mi się już nie chce :P
[Dorota] co Ty nie powiesz
[Dorota] :P
[Dorota] Ty na odleglosc tym zarazasz

3 komentarze
Podobno skończył się semestr i od dziś trwa sesja. Nie zauważyłem. Tylu projektów jeszcze nie miałem. Tak małej ilości egzaminów też. ;) Zastanawiam się co lepsze. :D
Podobno jest problem z Download Day. Nie zauważyłem. :P Owszem, chwilę potrwało, zanim strona się załadowała, ale ff3 w niecałą minutę znalazł się na dysku. Do instalacji poczeka pewnie do jutra. :)
10 komentarzy

Kortowiada 2008 - przynajmniej dla mnie - zakończona. Klimat jak zawsze niesamowity i niepowtarzalny, zabawa przednia. Pogoda też... pierwsza Kortowiada, którą pamiętam z tak małą ilością deszczu - popadało tylko odrobinę na koncercie Kultu - tradycji musiało stać się zadość. ;)

Udało nam się być na zdecydowanej większości koncertów, moim zdaniem na szczególne wyróżnienie zasługują Kuśka Brothers (zagrali bardzo wcześnie, co jednak nie usprawiedliwia początku koncertu - łącznie z zapowiedziami - takiego jak w Gdańsku 5 dni wcześniej :P), Enej i oczywiście Kult. Zagrali wszystko co chciałem i w kolejności, w jakiej mi przychodziły ich piosenki do głowy. :D Brawa też dla prowadzących - potrafili rozruszać te dziesiątki tysięcy ludzi na Górce i sprawić, że nie nudziliśmy się, gdy rozkładały się zespoły. Przyśpiewki na Kortowiadzie rządzą! ;) No i hymn Kortowiady... puszczony kilka razy i odśpiewany w sobotni wieczór przez Eneja (jeah!) - dziś rano mogłem tylko szeptać. :)

Last but not least - podziękowania dla wszystkich znajomych, którzy zabrali się ze mną do Olsztyna, a także dla wszystkich, których spotkałem już na miejscu. Mam nadzieję, że nie żałujecie. :D

Kortowiada 2009 - odliczanie czas zacząć! :D (a ja idę czyścić buty ;) )

3 komentarze
... pozytywnie nastraja Sting.
4 komentarze

Ponieważ anghan opisał już dość szczegółowo naszą wyprawę, skupię się tylko na najważniejszych punktach. ;)

Winni, odpowiedzialni, itd.

Kamila i anghan - organizatorzy
Gosia - dzięki Niej przeżyłem (choć nie bez urazów ;) ) i (chyba?) większość ludzi na stoku. Zniszczeń i uszkodzeń flory i fauny też nie zanotowano.

Dwie deski

Z dorzuconymi masakrycznie niewygodnymi butami i dwoma kijaszkami. Sprawiają mnóstwo frajdy, gdy tylko człowiek już umie nałożyć na sobie to wszystko i otrzymać przez dłużej niż minute równowagę, jednocześnie się poruszając. ;)

Niepokorna owocowość

Czyli soczek żurawinowy Tymbarku. Radosny opis na boku kartonika dał nam sporo radości w czasie jazdy pociągiem.

Atmosfera burdelu

...osiągnięta dzięki niezwykle gustownym czerwonym firankom w przedziale i tapicerką w takimże kolorze oraz mojej stopie wyciągniętej w stronę okna z korytarza do przedziału zagwarantowała nam prawie pusty przedział. Ciekawe, czemu starsze panie nie chciały się dosiąść? ;)

Gotowany kalafior

Reakcje ludzi na SMSa "Cześć, czy gotujesz dziś może kalafior?" potrafią być różne, ale zazwyczaj sprowadzają się do "co piłeś?"

Minister zdrowia ostrzega

...zbyt wiele godzin w pociągu negatywnie wpływa na psychikę. Co widać po powyższych punktach. ;)

Jest już ciemno

... a nam jest wszystko jedno i nucimy Feela. To było straszne - gdy udało mi się zapomnieć o tej piosence, to ktoś inny zaczynał ją nucić. Na szczęście po długim myśleniu i pomocy Googli udało nam się przypomnieć, jak brzmi ich druga znana piosenka. ;)
Na dodatek prawie udało nam się być na koncercie Feela. W tym wypadku prawie robi naprawdę olbrzymią różnicę, bo plotka zasłyszana na mieście nie miała w sobie krzty prawdy, a na scenie podobno wystąpiła Sofa (z gościnnym udziałem Wersalki i rapera Tapczana? ;o ).

Czajnik Piotruś

Niewątpliwą furorę w naszym pokoju wzbudził czajnik Piotruś. Byliśmy przekonani, że to nazwa modelu, ale nie! Piotruś nie chciał gotować aż mu się pogroziło lub pogmerało za uszkiem (w zależności od jego nastroju). Za to po wlaniu do niego piwa nie robił więcej problemów. Całkiem smaczny grzaniec z miodem nam wyszedł, mimo braku goździków czy innych przypraw.

Spłuczka

Intrygująca była spłuczka, która napełniała się tylko wtedy, gdy nikogo z nas nie było w pokoju. Wysnuliśmy teorię, że wtedy przychodzi pani i dolewa do niej wody. Gdy jednak anghan uderzył w spłuczkę, która nagle zaczęła napełniać się wodą, teoria została zmodyfikowana: pani zasypia za ścianą i trzeba ją obudzić, aby dolała wody. ;)

Pieniński Park Narodowy

Gdy po naciągnięciu sobie czegoś tam nie mogłem już jeździć, poszedłem na spacer do Parku Narodowego. Bardzo podobała mi się granica państwa - gdyby nie znaki, które nagle zaczęły być po słowacku, nie zauważyłbym. ;) Bardzo doskwierał mi brak aparatu fotograficznego - zrobiłem kilka zdjęć komórką (tak samo, jak następnego dnia w Szczawnicy), ale to nie to samo. ;) Po moim powrocie wszyscy byli rozczarowani, że nic im nie przyniosłem z wyprawy - ale najbliższa miejscowość byłą 3km od granicy, a niestety moje kuśtykanie nie pozwoliłoby mi wrócić na czas.

Na koniec...

Pozostaje mi podziękować za zarażenie narceniem - to naprawdę fantastyczna sprawa, choć z zadowoleniem stwierdzam, że jachcenie jest lepsze. ;) Oczywiście, to kwestia dyskusyjna, niemniej na pewno jachty wychodzą taniej. :D

9 komentarzy

Serwis Blip jest polską kalką Twittera (co potwierdza, że aby w Polsce zarobić, nie trzeba mieć pomysłu, tylko jako pierwsza osoba skopiować popularne amerykańskie rozwiązanie na nasz grunt ;) ). Niemniej zarejestrowałem się na zasadzie "co mi szkodzi?". Eksperyment okazał się nieudany, bo nie bardzo wiedziałem, co mam tam pisać, szczególnie że mało osób toto czytało, ale jednak. Ogólnie doszedłem do wniosku, że gdy będę czegoś chciał, to napiszę na komunikatorze. I postanowiłem usunąć Blipa, bo po co zostawiać po sobie bałagan.

I tu zaczęły się problemy. W całym panelu nie znalazłem opcji usunięcia Blipa, nie moglem znaleźć też maila do kogoś kompetentnego. Zajrzałem więc do Regulaminu i...

Niniejszy Regulamin określa zasady korzystania z Serwisu blip.pl (dalej jako Serwis) udostępnionego przez Gadu-Gadu S. A. w celu wzajemnej wymiany informacji.

ups, muszę się tego pozbyć jak najszybciej! ;) Udało mi się znaleźć mail do obsługi, bardzo szybko dostałem odpowiedź:

wystarczy do nas napisać, usuniemy niezwłocznie

aha, tzn. każdy może usunąć każde konto, "wystarczy napisać"? No nic, spróbujmy... nie powstrzymałem się, aby nie dodać do prośby o usunięcie:

Tak bez weryfikacji tożsamości? To musi być Gadu-Gadu! ;P

ups... kontakt się urwał. To faktycznie jest Gadu-Gadu. Na szczęście kolejny mail już nie zawierający wyzwisk i wrzut (:P) spowodował usunięcie Blipa.

Morał? Czytać regulaminy przed rejestracją. ;)

6 komentarzy
Naprawdę głupio jest dowiedzieć się o czymś niefajnym o 7:30 rano, kiedy wysłanie SMSa do większości osób może skończyć się śmiercią wysyłającego. ;)
6 komentarzy

Po dzisiejszym przebudzeniu się postanowiłem rozpocząć Nowy Rok dość nietypowo, bo... porządkując (choć wyszło i tak przeglądanie ;) ) szuflady w moim domowym biurku - do których od dłuższego czasu tylko "dopychałem" rzeczy, które akurat trzeba było gdzieś schować. Poza olbrzymią ilością bajzlu (w tym: mnóstwo kabli i kabelków, druciki do zawiązywania torebek, rozmontowany (i niekompletny) dysk, ponad 50 zużytych CDromów i trochę mniej podkładek pod piwo (które z sentymentu wziąłem do Gdańska ;) ), starej gumki na wentyl do roweru, ) znalazłem takie skarby jak notatnik z numerami telefonów używany przeze mnie w podstawówce, test na możliwość uzależnienia od alkoholu (tak, tak, obok podkładek leżał :P) i identyfikator na 1 duży zlot Histmaga w Krakowie. Mniam! ;)

PS 1: Zeszłoroczna pierwsza trójka na Topie Wszech Czasów Trójki znacznie bardziej mi odpowiadała. ;)

PS 2: Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

8 komentarzy
Jakoś strasznie bawi mnie tytuł tego newsa - daje sporo możliwości interpretacji w kontekście "normalności" na PKP. ;)
3 komentarze

Dostaję SMSa "W ktorej sali mamy?".
Przewidująco odpisuję "633, 10:00".
Kolejny SMS: "Na 11:30 to jest?"

Aaaargh!

5 komentarzy
... że wrzucę jakieś swoje zdjęcia do Netu. To było coś koło pół roku temu, jeśli dobrze pamiętam. ;D Dziś wrzuciłem kilka egzemplarzy na Picasę (link w topie). Mam nadzieję, że choć kilka zostanie uznanych za znośne. ;)
3 komentarze

A dokładniej nie cieszy już bash.org.pl. Zdałem sobie sprawę, że od dłuższego czasu większość najnowszych cytatów dostaje sporo głosów, mimo że część z nich jest mierna. Żaden ostatnio nie był na minusie. Ja też się dokładałem do tego stanu - zawsze "+", chyba że cytat wydał się naprawdę tragiczny.

Od kilku dni bash stał się nagle wyjątkowo płodny w nowe cytaty - strona najnowszych to teksty z ostatnich 32h, a przecież często był to zbiór z ponad tygodnia. Przy czym nie pamiętam żadnych perełek. Można powiedzieć, że to wina bashystów, ale skoro ludziom się podoba, to czemu nie dodawać?

Więc zacząłem zdecydowanie częściej klikać "-", i tylko zastanawiam się, czy młodsze pokolenie (jakby to nie brzmiało w moim wieku :P) ma inne poczucie humoru, czy po prostu "Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku" ;)

19 komentarzy
Jakim cudem można wejść na nieczynne schody ruchome, stanąć na środku, aby przypadkiem nikt cię nie wyminął i stwierdzić do koleżanki "no co te schody tak wolno jadą...".
Panią trzeba było delikatnie odsunąć (usunąć?), bo byśmy tak stali ruski rok...
3 komentarze

Czysta i nowoczesna. Co prawda niska, a i figurę ma niespecjalną, jednak ta jej głębia... Póki co, bije od niej chłód, więc muszę przełamać pierwsze lody.

Czyli wstawili nam wreszcie do akademika lodówki! :D

7 komentarzy

Miniblog

Gmail przywitał mnie dziś informacją, że mogę włączyć sobie skrzynkę Priorytety. A żeby się dowiedzieć co to, mogę obejrzeć filmik. Filmik fajnie przygotowany, po polsku, szkoda, że zamiast każdej literki "ł" jest literka "ą". ;-)

Swoją drogą: fajne narzędzie, ale wolę sortować samodzielnie na bieżąco. :D

Jeżeli grupka fanatyków religijnych potrafi zablokować działanie świeckiego państwa, na dodatek wbrew opinii Kościoła i harcerzy (to oni w dobrej wierze postawili krzyż, nie agresywne "mohery") to jest źle.

Polecam komentarz apb. Życińskiego.

Stwierdziłem, że to głupio, by po 6 latach mieszkania w Gdańsku wciąż nie być na Westerplatte (gdzie nigdy nie byłem). Wybrałem się na rowerze poleconą trasą: na Nowy Port (obok PGE Arena), promem przez Martwą Wisłę tuż koło Twierdzy Wisłoujście, skąd już niedaleko do samego Westerplatte. Polecam!

W Barcelonie jest gorąco :)

Zrzut z mapki połączeń gdańskiego lotniska.

Powered by Jogger.PL and Tarski · Ported by alberht · Modified by @lan || Valid: XHTML 1.1, CSS || RSS wpisy RSS miniblog RSS wszystko