Zainspirowany wpisem Andrzeja też upiekłem ciacha. Z rodzynkami. A co! ;)
Wg przepisu z Czarnej Oliwki. Nie dodałem cukru, ale następnym razem dodam chyba kapkę miodu. ;)
...znanej większości ludzi jako Baltic Arena. Nigdy wcześniej nie byłem na imprezie, którą w jedyny kulturalny sposób można określić jako "piknik rodzinny" ;), ale było nieźle. Pomijając tłumy (ponad 20.000 ludzi odwiedziło w niedzielę plac budowy) i leżący w okolicach gruntu poziom artystyczny występów do grochówy (bezpłatnej!) i kotleta (sądząc po braku kolejki mocno płatnego), to te tony betonu i całe mnóstwo dźwigów i ciężkiego sprzętu robią wrażenie. Dodając do tego ładną pogodę i spacer na Letnicę w tę i z powrotem - warto było. :)
Opis imprezy zawierający znacznie więcej pozytywów jest na stronie miasta, zaś kilka moich zdjęć z wypadu na picasie. :)
Wyprawa na rower może być bardzo edukacyjna. Na ścieżce rowerowej wzdłuż plaży w Gdańsku udało mi się przyuważyć starszego pana na rolkach, który odpychał się kijkami do nordic walkingu. To tak się porusza w Finlandii?...
Poza tym nie obeszło się bez małej awarii w rowerze pewnego informatyka (tak, znowu on ;> ). Odkręciła się śrubka przytrzymująca błotnik, który strasznie hałasował burząc spokój nadmorskiej promenady. ;) Na szczęście tuż obok był namiot sprzedający wszelkiego rodzaju szajs dla turystów, więc rozwiązaniem okazał się rzemyk:

Tym razem miałem jeszcze możliwość zrobienia zdjęcia, gdy ochłonąłem. A jakość rzemyka potwierdza fakt, że się urwał w trakcie wiązania. ;)
Zbyt duże stężenie informatyków na metr kwadratowy (a także ich rzeczy w lodówce) powoduje, że czasem jeden z nich musi przeprosić sąsiadkę. Ja na szczęście przeginam ciszej i nie muszę wykazywać się radosną kreatywnością i twórczością. ;)

...bo mieszkając z informatykiem, nigdy nie wiesz, co znajdziesz w łączniku DSowym... ;)

A właściwie wynajmij. Ale wszystko po kolei (ha, a nawet po PKP!), gdyż czas odrobić zaległości. A że nastrój mam dziś czepialski i marudny, to właśnie kolej jest idealna, by zacząć.
Od jakiegoś czasu na Dworcu Zachodnim w Olsztynie, nad wejściem do (byłej?) toalety wisi kartka:

Jak nic "najbliższa czynna winda w bloku obok". Przy czym o ile mieszkańcy wiedzą, gdzie jest targowisko (całkiem blisko nawet, nie trzeba z bagażami na drugi koniec miasta!), to ja już nie mam pojęcia, gdzie może tam być WC. Ba, zdziwiłem się, że jest. ;)
Gdyby jednak ktoś postanowił się zainteresować, czemu WC jest nieczynne, może znaleźć w najbardziej ukrytym przed pasażerami oknie kartkę:

"Preferowana działalność: szalet". No tak, bo jeszcze ktoś by sobie zażyczył małej gastronomii w WC... :)
W Gdańsku może nie spadło go tyle, co na Pomorzu Środkowym, ale też nadał się do uwiecznienia. ;)
Dowcip (?) zrobiony pod DS5 PG kilka dni temu.
Podobno Amerykanie zaczynają prawdziwą gorączkę zakupów świątecznych w piątek, tuż po Dniu Dziękczynienia. Mimo że to dopiero za tydzień, w Galerii Bałtyckiej już dziś natknąłem się na olbrzymie choinki dekorujące całe centrum:

Przy tak wcześnie rozpoczętym sezonie świątecznym nie wszyscy będą mogli chodzić po kolędzie. ;)
Dzisiaj zaraz po wejściu do Carrefoura napadło na mnie stoisko z bombkami i łańcuchami choinkowymi. Dobrze, że byłem przygotowany, bo już w poniedziałek pewna margaryna reklamowała się wypiekiem ciastek w kształcie choinek. Czy mi się tylko wydaje, czy w zeszłym roku szał rozpoczął się dopiero tydzień po Wszystkich Świętych?
PS. Jeśli zaś chodzi o Wszystkich Świętych, udało mi się wreszcie przebrać i wrzucić zdjęcia. :)
Wczoraj zaskoczyła mnie kartka, którą powieszono obok innych obwieszczeń na drzwiach do mojego DSu.

Dlaczego tak? W budynku mieszka kilku Chińczyków studiujących na Wydziale Gier i Zabaw PG, którzy notorycznie... hm, no właśnie, czy ktoś jest w stanie upewnić mnie, że pani Portierka miała rację? :D W każdym razie podobno stwierdzono, że to jedyna metoda dotarcia do Chińczyków, bo oni po angielsku kiepsko, a po polsku ni w ząb. ;)
Przy okazji przesuwania półki celem przełączenia kilku kabli, trafiłem na kilka (jakże cennych! ;) ) reliktów.
Cennik z lokalnego sklepu komputerowego z 2005 roku:
...i poświadczenie, że stary pryk już ze mnie :D :

(nagłówek okolicznościowego dodatku do lokalnej Wybiórczej)
Ah, te wspomnienia! ;D
Siedzę i marudzę. Bo zapomniałem, że jutro święto. Przesyłka nie dojdzie. Przelew nie pójdzie. Ogólnie ble. I nagle wiem, o czym nie wspomniałem w relacji z Mazur. ;)
W Mikołajkach Siostra podrzuciła mi "Naj" z artykułem na temat marudzenia. Że nie można budzić się z myślą "jaki ciężki dzień przede mną" czy wygłaszać w czasie ulewy "jak zimno i mokro!". I nie wiem czemu, kiedy korzystałem z porad, wszyscy co najmniej dziwnie się na mnie patrzyli. Czyżby "Wczoraj byłem w pasjonującym miejscu. Wiecie gdzie?" bądź (w czasie deszczu) "ah! Jak pięknie pachnie!" nie są jednak takie idealne? ;D
PS. Kilka widoczków z Mazur ;)

Jesienne liście mają jeden plus - zakryły błoto ze zgniłych liści leżące tu pewnie kilka lat, a co najmniej zalegające tu od poprzedniej zimy.
Namiot miał dodatkowy "smaczek" - na barze wisiała kartka, niby ta co zawsze, a jednak inna. ;)
Owe badyle, czy też raczej trzcino-szuwarki rosną na brzegu Jez. Długiego w Olsztynie, całkiem niedaleko rezerwatu "bagiennego". Uwiecznione zostały przy okazji rodzinnej wycieczki, z której być może podzieliłbym się jeszcze kilkoma zdjęciami, ale zapomniałem sobie zainstalować program do obróbki (a przynajmniej do konwersji z CR2),a szczerze mówiąc nie chce mi się szukać po Necie, skoro mam w domu.
Po przydługim wstępnie, bo jak podejrzewam Czajnę interesuje przede wszystkim to, co zrobiło zdjęcie, przechodzę do EOSa.
350ka należy do mego Taty, jako że mnie osobiście nie stać, a aparat był potrzebny w celach służbowych. Dlaczego EOS 350D, a nie np. Nikon czy tak polecany przez Pietkę Sony Alpha (DSLR-A100)? Szczerze mówiąc, to Alpha szybko odpadła. Mi osobiście zdjęcia (prezentowane przy okazji testów) nie podobały się jakoś szczególnie, zaś wiele opinii mówiło, że to niezły aparat, ale nieco "spsuty" przez Sony (jako że oryginalna konstrukcja jest od Konicy-Minolty, a Alpha jest pierwszym modelem stworzonym po wykupieniu owej firmy). Chyba najlepiej opinie o Alphie odda to, co powiedziała pani z pewnego sklepu fotograficznego (nota bene sprzedającego przede wszystkim Canona i Sony, przy czym pani była prywatnie miłośniczką Nikonów ;) ). "Sony Alpha? Bardzo dobry gust. Bardzo ładna obudowa. I niestety nic poza tym".
Wybór pozostał pomiędzy Nikonami D40, D40X i D80 oraz Canonami 350 i 400. D80 odpadło ze względu na wysoką cenę. D40 także, jako że jest słabsze od pozostałych, a cenę ma niewiele niższą niż 350, zaś D40X, bo jest jak pozostałe, a cenę ma wyższą. W rezultacie zostały Canony. EOS400 różni się od 350ki kilkoma bajerami (automatyczne czyszczenie matrycy), których przy moim stopniu zaawansowania nie jestem w stanie docenić, a jego wprowadzenie na rynek spowodowało znaczne obniżenie się ceny 350ki. Uznaliśmy, że lepiej przeznaczyć te pieniądze na dobry obiektyw. Jesteśmy właśnie w trakcie poszukiwań. :)
Przy wyborze braliśmy pod uwagę fora i testy, których w Internecie jest całkiem sporo, dogrzebać się można także do porównań zdjęć zrobionych każdym z aparatów.
Ja ze swej strony obiecuję (na razie sobie :D), że aparat przywiozę do Gdańska porobić zdjęcia klifów. :)






