Drugi dzień Open'era rozpoczęliśmy od Izraela. Polskie reggae jest idealne, by poleżeć sobie na trwace w popołudniowym słoneczku - super wypoczynek. :) Pod dużą scenę wróciliśmy jeszcze tylko raz - na Faith No More. Wielkie, bardzo eneretyczne show. Przejście z "darcia" do spokojnego "Easy like Sunday morning". Niestety nie byliśmy do końca, scena pod namiotem czekała. ;)

Tent Stage wczoraj składało się dla mnie z samych pozytywnych niespodzianek. Wielką rolę odegrała publiczność - znacznie bardziej żywiołowa i radosna niż piątkowa. Koncerty pod namiotem rozpoczęliśmy od Emiliany Torrini. Nie pamiętam, kto mnie namówił, aby ją obejrzeć, ale dzięki ci! :D Bardzo klimatyczny głos i muzyka. Potem na scenę weszli White Lies. Kolejny zespół, którego repertuaru nie znałem, a bardzo mi się spodobał. No cóż, chyba do brytyjskich bandów nie trzeba mnie długo przekonywać. Podziękowania dla eMZeta. :) Dzień zakończyliśmy z M83 - elektroniką w bardziej klasycznym, bardzo sympatycznym dla ucha wydaniu. W sam raz na dobry, ostatni koncert. Podziękowania dla Gosi. :)

P.S. Kolejny raz spałem do 12 - ciekawe, jak ja jutro wstanę rano... ;)