Siedzę i marudzę. Bo zapomniałem, że jutro święto. Przesyłka nie dojdzie. Przelew nie pójdzie. Ogólnie ble. I nagle wiem, o czym nie wspomniałem w relacji z Mazur. ;)
W Mikołajkach Siostra podrzuciła mi "Naj" z artykułem na temat marudzenia. Że nie można budzić się z myślą "jaki ciężki dzień przede mną" czy wygłaszać w czasie ulewy "jak zimno i mokro!". I nie wiem czemu, kiedy korzystałem z porad, wszyscy co najmniej dziwnie się na mnie patrzyli. Czyżby "Wczoraj byłem w pasjonującym miejscu. Wiecie gdzie?" bądź (w czasie deszczu) "ah! Jak pięknie pachnie!" nie są jednak takie idealne? ;D
PS. Kilka widoczków z Mazur ;)
Komentarze