Ponieważ to PG, to semestr zaczął się wczoraj (wtorek) ;). Plan wygląda wyjątkowo beznadziejnie, ale szybko okazuje się, że jest mnóstwo terminów wspólnych (czyt. zastępczych) i po wykreśleniu ich zostaje raptem 1 godzinne okienko plus 1 czterogodzinne (ale tylko na pół semestru i po nim tylko wykład). Opcja studiowania "prawie jak" wieczorowo (dwa razy do 19, raz do 18) też odpada, bo to projekty, na których trzeba być 3 razy na semestr.
Zaczęliśmy się od Systemów Rozproszonych (kontynuacja, tyle że nazwa skrócona :P), wiadomo czego się spodziewać (czyli można spokojnie wykreślić). Potem niespodziewanie zamiast Administrowania Systemami było Programowanie w Internecie. Zmiana pewnie zostanie, bo wg planu PwI w Gmachu Głównym PG, a tam problem z Internetem. Zapowiada się ciekawie, zresztą wiadomo, że Dr sensowny. Na koniec laborka z Sieci Komputerowych i pełne zdumienia spojrzenie prowadzącego, że ma teraz jakieś zajęcia. Ba, do końca nie był pewny, czy jest prowadzącym, bo się jeszcze w ramach katedry nie podzielili. Piękne ;P.
Dziś wykład z Jakości Oprogramowania. Opowiadanie przez godzinę o maszynie, która zabijała ludzi, bo miała źle napisany software to nie na moje nerwy. Już wiem, z którego przedmiotu się zwolnię, jako że w łamach projektu dodatkowego mam takie prawo. Potem projekt z Administracji. Heh, oczywiście jako ostatnia grupa się dowiedzieliśmy, że trzeba sobie wybrać tematy z listy, wszystkie już zajęte. Z Windowsa znalazłem jeszcze coś w miarę sensownego z wpisaną tylko 1 osobą, z Linuksa chyba sobie coś będę musiał wymyślić. Ale z prowadzącym bardzo ciekawie można porozmawiać, człowiek z cyklu "Windows to ZUO" ;).
Ogólnie po 2 dniach i głębokiej analizie planu mam 4h (:D) obowiązkowe w tygodniu i 6h wykładów, na które zdaje się warto będzie chodzić. Mogło być gorzej ;).