Jadę sobie do Gdańska niezbyt spokojnie Biebrzą (stan mojego ducha był spowodowany przedziałem dla palących, do którego i tak wepchnąłem się jako 7), kiedy do przedziału zajrzała uśmiechnięta staruszka pchająca przed sobą wózek i wołająca "kawa! herbata!" (co było o tyle dziwne, że pociąg nie miał w składzie Warsu). Konwersacją między nią (s) a dwoma (1,2) pasażerami przebiegła mniej więcej następująco:
s: kawa! herbata!
1: jaka kawa?
s: tak, mam kawę :)
1: ale jaką? mieloną sypaną?
s: za 2 złote...
1: (krzyczy) ale czy mieloną czy sypaną?
s: oh, wybaczy pan, przygłucha jestem. drobno mielona.
2: a ma pani piwo?
s: bardzo dobra, bardzo dobra jest. Ile łyżeczek?
1: cztery...
s: 4 kawy?
1: nie, nie... niech pani da powąchać.
s: to nie trzeba wąchać, to trzeba pić!
2: a ma pani piwo?
s: (do 2 studentek) a dla pań może czekolady gorącej?
W rezultacie 1 kupił i kawę i piwo, 2 kupił piwo, a studentki nic nie kupiły. Cały przedział śmiał się do momentu, gdy pani wróciła zapytać się, jak smakuje kawa. A była podobno paskudna i wyjątkowo grubo mielona. Piwo też podobno podłe ;-).