Piątek wieczór, wracamy z koleżanką do domu. Z powodu remontu trasy koło Szczecina pociąg powinien mieć (wg www.pkp.pl) 82 minuty opóźnienia. Jeszcze w czwartek wieczorem dostałem od Asi SMSa, że na każdej kasie informacja, że "Rybak" do 3 włącznie jeździ z opóźnieniem.
Na PKP Wrzeszcz kolejki do kas straszliwe, z biletem biegiem na zapchany peron, informacja "Opóźniony pociąg takia-a-taki wjedzie na peron ", za chwilę wjeżdża kolejny opóźniony. Naszego nie ma...
Ba, w Informacji też nikogo nie ma, w końcu zjawiła się jakaś "przemiła" pani, która stwierdziła, że "Dziś pociąg był jak trzeba, tzn. z opóźnieniem, ale nie takim" :O. No fajnie, mamy bilety przez Iławę, a następny pociąg przez Elbląg. Znów do kasy. Pani kasjerka równiez bardzo miła. Do mnie: "A widzi pan - i po co pan kupował, teraz pan straci 10% :]" (dopłaciem 2,14), do Asi: "Niech pani idzie do kasy 1". Nic to, że na Wrzeszczu nie ma ani kasy 1, a ni 2, a staliśmy w 3. Idziemy do 8 ;-) - z nadłuższa kolejką. Po 20 minutach Asia słyszy "Ale najpierw pani musi iść do informacji". Po drobnej interwencji, że ja nie musiaem: "to niech pani idzie do kasy obok, tam pani dostanie zerową dopłatę". Ehhh, 3 i ostatnia otwarta kasa - dalej już odesłać nas nie mogą ;-). Udało się. Akurat czas na "Bryzę". Na peronie znowu tłok, jedzie pociąg do Warszawy, zaraz do Poznania. "Bryza" przyjeżdża z półgodzinnym opóźnieniem. No tak, będzie obiad o 22. Choć miejsca siedzące znaleźlismy :-).
Dziś się tylko zastanawiam, którym pociągiem jechać, by dojechać jutro na 9 ;-).